Kryzys cywilizacji objawia się (a może wynika?) w dużej mierze z niszczenia słów.

Język ludzki wykształcił się jako użyteczny sposób komunikacji, niezbędny dla sprawnego funkcjonowania społeczności.

Kiedy dane słowo zaczyna być używane w znaczeniu fałszywym, naruszającym reguły semantyki, wówczas pojawia się zamieszanie. Odbiorca nie może zrozumieć nadawcy, nadawca nie może przekazać odbiorcy komunikatu. Brak porozumienia powoduje szkody w obszarach, gdzie to porozumienie było konieczne.

Komu może zależeć na fałszowaniu słów?

Tym, którzy mają z tego korzyści. Jeśli ktoś sprzedaje tombak, który nazywa złotem to ma nadzieję na korzyść.

Czym według reguł semantyki jest „bezrząd”? Oczywiście brakiem rządu. Co oznacza wywodzące się z greki słowo „anarchia”? Oczywiście bezrząd.

Jeśli ktoś nie przepada za rządem to bezrząd, czyli anarchia, byłby dla tego kogoś stanem bardzo pożądanym.

I tu pojawia się szajka fałszerzy słów nazywających siebie „anarchistami”.

Praktycznie od zarania tego ruchu ideologią „anarchistów” była niechęć do pieniądza, wolnego rynku i własności.

Jakoś osobiście nie mam chęci pozbywać się własności np. komputera na którym piszę i przypuszczam, że zdecydowana większość ludzi (pewnie z „anarchistami” na czele ;) ) również takiej chęci nie przejawia.

Nie mam też nadzwyczajnej ochoty na zakazy, które od wolnego rynku miałyby mnie odcinać.

Skoro prawie wszyscy chcą sobie zachować to, co „anarchiści” chcą zniszczyć to „anarchiści” będą musieli jakoś tych ludzi do owych wyrzeczeń nakłonić.

Temu celowi mają służyć jakieś „federacje wspólnot” czy też inne byty urojone, różne w zależności od wersji „anarchizmu”.

Skoro mało kto chce się zastosować do „anarchistycznych” zaleceń po dobremu, to „federacje wspólnot” jeśli istotnie będą chciały wprowadzić „anarchię” będą musiały zastosować przymus.

Organizacja regulująca stosunki społeczne pod przymusem to rząd. Tak więc ustrój z przymusową „federacją wspólnot” to ustrój rządowy a nie bezrządowy.

Z kolei jeśli coś nie jest bezrządem to nie jest anarchią.

Tak więc „anarchiści” nie są anarchistami tylko powszechnym typem handlarzy tombakiem od samego zarania występującym pod fałszywym szyldem.

Jedynym skutkiem „anarchistycznego” bełkotu jest kompromitowanie idei antypaństwowych.

Biorąc pod uwagę fakt, że cały ten ruch podszywający się pod anarchizm ufundowany jest na fałszerstwie słownym – nie ma najmniejszego sensu wchodzić z nimi w jakiekolwiek polemiki.

Nie dlatego, że błądzą.

Po prostu ich słowa nie mają znaczenia.

To tak jakby rozmawiać z szumem drzew.


Leave a Comment